Niusy

07.11. 2001

Nowe MP3 i nie tylko

1.Tym razem nielada gratka dla wszystkich fanów Pidżamy Porno w dziale media.
– Dwie wersje utworu „Tom Petty spotyka Debbie Harry” z singla promującego ten utwór w stacjach radiowyh. Utwór 2 – wersja z Białegostoku i utwór 3 – wersja wegetariańska.
– Cztery utwory z koncertu z Legnicy – The Guns Of Brixton, Czarny chleb i czarna kawa, Raisa i Jebaka wszystkie w super jakości
2.Nowe informacje na temat koncertów III części trasy marchefkowej. Uwaga!!! koncert w Pile odwołany.

06.11. 2001

Druga części trasy

1. Bielsko Biała – po raz pierwszy w tym mieście. B.B. to także jedyne miasto na drugiej części marchefkowej trasy, gdzie nie udało nam się sprzedac całej sali. Mimo to ludzi przyszło dużo – prawie 350 osób. Koncert organizowała miejscowa ekipa pod wodzą Darka, Aśki i Piotra – niestety nie udało im sie dogadać z właścicielami Dragona i za wszystko musieli płacić sami. Rezulatat był taki, że w klubie było dużo ludzi, stracili organizatorzy, my swojego nie zarobiliśmy. Kasę w całości dostali właściciele i sprzętowcy – mało komfortowy układ. Wkurwiająca jest taka pazerność – mówie tu o właścicielach – zazwyczaj ma to bardzo krótkie nogi – w związku z tym nie wróżę im świetlanej przyszłości. Sam koncert był niezły – chociaż sala (akustycznie) była nam bardzo nieprzyjazna. Na 10 możliwych: silne 6.
2. Katowice – kto wie czy obok Lublina to nie najsilniejszy koncert na trasie!!! Podobnie jak tam początek zwiastował koszmary. W pierwszej części padł sprzęt i my na scenie mieliśmy wrażenie, że gramy gdzieś głęboko pod ziemią i że zagłuszają nas kombajny, wiertarki i inne generatory. Co tu dużo mówić była masakra. W przerwie mieliśmy łzy w oczach. Oczywiście ze złości. Potem na spokojnie z Mirmiłem (nasz dźwiękowiec) zastanowilismy się co może nie stykać i pojechaliśmy szczęśliwie do końca. Tymbardziej że publika w Gugalanderze reagowała rewelacyjnie. Po koncercie wszyscy stwierdzili, że być może udało się nam odczarować Śląsk. Do tej pory zawsze fatalnie było tu z ludźmi (wyjątek Odjazdy) a i związku z tym koncerty były nędzne. Teraz ludzie wykupili bilety i byli pozytywnie nagrzani. Oby tak na Śląsku zawsze. Duże plusy dla samego miejsca, jeszcze większe dla Bartka Skowronka, który koncert organizował. Nota:10.
3.Nowy Sącz. Tak sie składa że co roku gramy w tym mieście. Tu wielkie ukłony w stronę Zimy – starego załoganta, który zawsze nam przy koncertach w Sączu pomaga. W tym roku Mruku obwieścił na www.pidzamaporno.art.pl że jest w stanie zrobić nam koncert w Fabryce. Zima ustalił namiary na Mruka i zaklepaliśmy termin. Koncerty w Sączu zawsze grało nam sie ciężko: gramy w bardzo małych salach, organizatorzy do tej pory jakoś nie przykładali sie do ich organizacji jak należy a i sama publika jest powściągliwa raczej – taka z cyklu: zagrajcie „Pasażera” po 3-cim kawałku. Tym razem organizacyjnie jak na Sącz było rewelacyjnie, spanie ekstra, wszystkie bilety sprzedane, zero tyłów dla każdej ze stron – Mruku – Wielki Szacunek!!! Sam koncert:6. No i szkoda, że zabrakło Radośki(po raz pierwszy)
4. Kraków / koncert pierwszy: najbardziej dramatyczny koncert na trasie. Ludzi było tylu, że po pierwszych pięciu kawałkach zabrakło nam tlenu. Historia porównywalna tylko do urodzin w eskulapie – gdzie niektórzy z nas regularnie traca przytomność. Struny pekały jedna za drugą – w związku z tym sam koncert składał się z 5 części.Mikrofony były zaplute na amen – co pięć utworów trzeba było je zmieniać. kłopoty ze sprzętem – generalnie trauma. Sam koncert jednak nienajgorszy :7 ( zasługa ludzi bardziej niż nas samych)
5. Kraków / koncert drugi. Tu może wyjasnienia dlaczego dwa razy w Krakowie i w tak małym klubie RE? Kraków to kurewskie miasto jeśli chodzi o miejsca dla grania. Stopień kurestwa porównywalny z Poznaniem. W Krakowie nie ma żadnego klubu (z wyjatkiem RE)gdzie klub sam zorganizuje koncert – ponosząc ryzyko razem z zespołem. Od Janusza Krzeczowskiego, człowieka który organizuje Punkową WOŚP dowiedzielismy się o cenach w klubach. Okazało się, że zeby zagrać w tym pięknym mieście musielibyśmy najpierw zapłacić sami za wynajęcie klubu (na godziny), za wynajęcie sprzętu, za wynajęcie świateł, za wynajęcie ochrony, za rozklejenie własnych plakatów, sami musielibyśmy samym sobie zapłacić ZAIKS i opłacić hotel. Gdy to wszystko zliczyliśmy wyszło nam, że bilety musiałyby kosztować około 30 złotyc a sama impreza bilansowałaby się przy 500 sprzedanych biletach. Powyżej tej liczby dopiero kaska leciałaby do nas. Po kwietniowych historiach w Miasto Krakoff, gdzie w kwietniu na premiere płyty przyszło raptem 300 osób woleliśmy nie ryzykować. Woleliśmy dać zarobić gościom z RE bo choć to miejsce małe to miłe, gościnne i nie pazerne. Znając powyższe zależności i mając olej w głowie prosimy Was nie miejcie do nas pretensji o ceny biletów w Poznaniu. Układy z miejscami są w Poznaniu jeszcze bardziej przegięte niż Krakowie. Impreza urodzinowa w Posen zbilansuje sie przy 800 osobach… …wracając do drugiego koncertu w Krakowie. Niebo i ziemia w porównaniu do niedzieli. Nie poszła ani jedna struna, mikrofony się nie zapluwały, nikt nie stracił przytomności sprzęt pracował jak należy a ludzi… było jeszcze więcej niż wczoraj. Okazało się że mając nawet tyle lat co my można się jeszcze czegoś nauczyć i z biedy wyciagać niezłe wnioski. Koncert jak dla nas rewelka: 8,5. Wielkie ukłony dla Grzesia Kwietnia. Pozdrowienia dla Kurczaka.
6. Rzeszów – mieszane uczucia. Dlaczego? Zawsze uważaliśmy, że Akademia to najlepsze miejsce koncertowe w kraju. Każdy, który chce robić koncerrty powinien tam pojechać i przypatrzeć jak to sie robi właśnie tam. Tym razem też organizacyjnie było perfect. W czym problem – okazało się że nasz koncert połączono ze studenckimi otrzęsinami. Na pierwszy rzut oka nic strasznego. Ponad połowa naszych słuchaczy to studenciaki, często gramy na juwenaliach i zawsze są to rewelacyjne koncerty… Tym razem, zaraz po naszej sztuce zaczęła się klasyczna dyska… a grając koncert przy pełnej sali mieliśmy wrażenie, że bawi się 3/4 publiki a reszta patrzy na to wszystko jak na cyrkowe dionizje. Cóż każdy ma takich studentów na jakich sobie zasłużył… Smutno przynać: to był najgorszy nasz koncert w Akademii. Zawsze oscylowaliśmy niebezpiecznie wokół dychy – teraz ledwie 7,5.

Do zobaczenia na 3 części trasy marchefkowej.

01.11. 2001

Zazdrość ???

czat z Farben Lehre na www.gazeta.pl

ptasiek#: Porównuję Farben do Pidżamy Porno, zaczynaliście podobnie, gracie ten sam rodzaj muzyki, macie taki sam staż, wy sprzedajecie 1,2 tys. płyt, a oni pewnie 50 tys., gdzie więc tkwi różnica?
Wojciech_Wojda#: Po pierwsze, nie sądzę, że gramy ten sam gatunek muzyczny.
Po drugie mamy chyba różne zdanie na temat działań komercyjnych. A po trzecie, z tego, co wiem, to akurat sprzedali dużo mniej płyt, niż się mówi.
FABI#: Pidżama się skomercjalizowała!
Wojciech_Wojda#: Trudno się z tym nie zgodzić

29.10. 2001

Koncert Pidżamy w Trójce

Jest pomysł: Koncert Pidżamy Porno w Trójce.
Jest prośba: Jak chcesz żeby Pidżama zagrała ten koncert to wyślij e-maila do trójki ekspres@radio.com.pl. Jak tych listów będzie dużo to może ten koncert się odbedzie.
Nie zapomnijcie o tym powiedzieć swoim znajomym i niech wszyscy ślą te e-meile.

24.10. 2001

Spotkanie na IRC-u

28.11.2001 – NIEDZIELA – godzina 19.00, kanał #pidzamaporno
Mam nadzieje, że będzie dużo osób. Niestety Pidżamy nie bedzie może kiedyś.

22.10. 2001

Kolejne koncerty

III część trasy marchefkowej
21 listopada: Białystok – Gwint (razem z Heyem)
22 listopada: Mielec – Klub Muzyczny Papillion
23 listopada: Wrocław – Klub 5 Nutek
25 listopada: Piła – Klub Eden

Terminy XIV urodzin Pidżamy Porno:

6 grudnia – Warszawa / Proxima
9 grudnia – Poznań / C.K. ZAMEK
Informacje o Gościach podamy w połowie listopada.

12.10. 2001

Aktualizacja strony.

Nowe zdjęcia w galerii. Tym razem z trasy marchefkowej – 1.10 – Krosno i trzy zdjęcia sprzed koncertu w Proxime w marcu.
Paweł Kostrzewa /Trójka, 11.10 g. 19.40/ o singlu „Tom Petty..” – „…Granie trochę harcerskie, lata 70, ale mi się podoba szczególnie tekst…”

10.10. 2001

Parę zdań na temat pierwszej części trasy

Po pierwsze było zajebiście, bo przyszło dużo ludzi: Warszawa ponad 1000, bilety sprzedane wszystkie, tłok w środku nie do opisania, Stalowa Wola ponad 800 osób(!!!brawo PiotreK!!!), Krosno&Lublin (400osób), Łódź – mimo że to niezbyt duży klub bilety wysprzedane!!! Tak nawiasem mówiąc to pierwszy od 14 lat klubowy koncert Pidżamy w Łodzi.
Po drugie było zajebiście, bo wyszły zajebiste koncerty. jak wiadomo o tym czy koncert jest dobry, średni taki se, czy beznadziejny decydują – praktycznie po połowie – publika i zespół.Naprawde nieczęsto ma się grając koncert wrażenie,że urywa ci dupę – a tak było na pewno w Lublinie(10), Łodzi(10) i Warszawie(9,5). Bardzo dobre koncerty były w Stalowej Woli (9), Krośnie i Rybniku (oba po 8).
Chcielibyśmy podziekować baaardzo: Piotrkowi Pieniążkowi & His Wife Ewa, Andrzejowi Sroce, Darkowi Pańkowskiemu, Ryskowi Krasnodębskiemu, Proximie, Arkowi Szymańskiemu,Robertowi Piorowi i całej ekipie z Domu Kultury w Boguszowicach ( kawał dobrej roboty), Wojtkowi Lekkiemu i Remontowi w Suchej B. – Nastepnym razom musi byc lepiej – więc dotrwajcie!!! Wiesi Szczurtek. Bez tych osób ich pomocy, wiary i zaufania w nas nie spotkalibyśmy się na tej części trasy. Zajebiste Bóg zapłać!!!!!!!

Problemy:
Kwestia skoków ze sceny: Oficjalne nasze stanowisko jest takie, że wkurwia nas to nieziemsko – zwłaszcza tam gdzie nie ma ku temu warunków – patrz Lublin!!! To zaprawdę żadna przyjemność zaliczac co chwile plombę w zęby od jakiegoś Małysza, który trąca raz ciebie raz statyw, raz kabel. Naszym zdaniem Scena jest dla nas reszta dla was. Jaką mamy gwarancję, że koleś wskakując nam na scenę nie chce w ramach bezgranicznej miłości, ewentualnie protestując przeciwko rzekomej „komercjalizacji” Pidżamy przeżenić kogoś z nas nożem. W Skierniewicach znalazł sie śmiałek, który chciał przymierzyć szapoklak Grabaża – oczywiście wtedy kiedy on śpiewał. Dla nas takie akcje są równoznaczne z poklepywaniem panien po dupskach lub zakładaniem kolesiowi protekcjonalnie łyżki na benka z przyległościami – czyli chamstwo i wieśniactwo. kolesia szczyściliśmy szybko i niemiłosiernie, zrobilismy to sami ponieważ ochrona koncertu była na nas obrażona, bo nie mogła wpuścić nikogo na lewo. Rzeczywistość,z którą spotkaliśmy się na tej trasie zmusza nas do poważnego zastanowienia się nad tym czy w ogóle nie wyeliminować skoków ze sceny podczas naszych sztuk.
Incydent lubelski: Też właśnie spowodowany był skokami ze sceny. Ale od początku.Przed koncertem szef ochrony tradycyjnie, jak co roku zapytał nas, co ze skokami ze sceny. Tradycyjnie odpowiedzieliśmy, że niech skaczą – byle bez przegięć. W Lublinie tradycyjnie bez przegięć z tej strony się nie da – więc koleżka z ochrony widząc, Grabaża, który po raz piąty zalicza w twarz z mikrofonu szturchniętego przez fana wkroczył do akcji. Z tego co było widać ze sceny wszystko zaczęło sie od wymiany zdań i gestów. Potem ochroniarz wskoczył w tłum i zaczął wyciągać gościa z którym wymieniał poglądy. Koncert przerwaliśmy w momencie kiedy obaj panowie zaczeli rozmawiać przy użyciu kończyn.
Wszelkie apele o nieprowokowanie się nawzajem nie przyniosły rezultatu. Gość opuścił klub. W tym momencie wiadomo było, że koncert dalej trwać nie może. Grabaż zeskoczył ze sceny i poszedł zobaczyć co się z biedakiem
stało. Biedak leżał przed klubem na glebce przytrzymywany przez ochroniarza a obok kilku pankowców, których prawdopodobnie ów nieszczęśnik nie był przyjacielem chciało pomóc temu, który na nim siedział. Doszło do wymiany zdań między Grabażem a szefem ochrony na temat przyszłości w klubie gościa. Stanęło na tym, że Grabaż wziął koleżkę pod ramię i wrócił z nim na salę. Koleś do końca koncertu przesiedział na scenie obok Pidżamy. Cała ta zadyma – oczywiście bezsensenowna i niepotrzebna. Co gorsza – obserwując ją od samego początku nie jesteśmy w stanie stwierdzić kto tak naprawdę zawinił. Konsekwencje tego zamieszania dla nas mogą natomiast być takie, że w Graffiti możemy już nie zagrać…